Założyciel‎ > ‎Biografia‎ > ‎

3. Walka o "sprawę Kościoła"

Dnia 15 listopada 1833 roku złożył śluby wieczyste czystości, ubóstwa i posłuszeństwa usque ad mortem – aż do śmierci. Nie była to wyuczona formułka, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co mówił i czynił. Zwłaszcza, że sytuacja polityczna w kraju stawała się coraz bardziej napięta.

„Kiedy złożyłem profesję zakonną, rewolucja trzymała już w dłoni zapaloną pochodnię [...] i napawający strachem morderczy sztylet” (VS 16).

Jego przewidywania spełniły się bardzo szybko. Krótko trwało to szczęście życia klasztornego. Nadeszła smutna noc 25 lipca 1835 roku, uroczystość św. Jakuba Apostoła, patrona Hiszpanii. Najpierw w Madrycie, nieco później w Barcelonie, zaczęły płonąć klasztory, plądrowano kościoły, a zakonników i zakonnice wyrzucano na bruk. Upłynęło zaledwie półtora roku od profesji wieczystej Franciszka...

W mgnieniu oka, na mocy dekretu, życie zakonne przestało istnieć. Rozpoczęło się wyjście, bez perspektyw jakiejkolwiek Ziemi Obiecanej. Brat Franciszek, będący już diakonem, po graniczącej z cudem ucieczce z ogarniętego pożarem klasztoru, uwięziony w barcelońskiej cytadeli Ciudadela, poprosił o świeckie ubranie oraz przepustkę do rodzinnej Aitony: „Od tej chwili jedna rzecz łagodziła moje cierpienia, a była nią nadzieja oddania życia w ofierze pośród żarłocznych płomieni rewolucji [...]. Ofiarowałem się, pomimo że Cię nie znałem, jako ofiara przebłagalna w tym czasie gniewu i zemsty” (MR 496).

Poszukiwanie i walka miały odtąd określać powołanie Franciszka Palau; formując jego własny styl życia i bycia: determinacja serca i wolność działania. Nade wszystko być i czuć się karmelitą bosym. Karmel miał wyryty w sercu, a świadectwo życia uwidaczniało, co znaczy być karmelitą, niezależnie od budowli czy struktur: „Aby żyć w Karmelu, potrzebowałem tylko jednej rzeczy – powołania” (VS 17).

Pojmował wówczas życie w samotności jako powołanie: „Aby żyć jako pustelnik, samotnik czy eremita, nie potrzebowałem budynków, które szybko uległyby zniszczeniu” (VS 17). Decydujący wpływ na jego poglądy miał o. Franciszek od Jezusa, który – po sześcioletnim okresie bycia przełożonym w eremie Cardo – został magistrem nowicjatu. On przekazał wychowankom własny sposób pojmowania i kryteria bycia „karmelitą świętej Teresy”. Franciszek podsycał swój osobisty pociąg do samotności, milczenia, modlitwy...

Już w Aitonie poszukiwał odosobnionych miejsc. Upodobał sobie pewną grotę, tuż nieopodal romańskiej pustelni św. Jana z Carratala. Właściciel pozwolił mu w niej zamieszkać. Proste, stworzone przez naturę schronienie, wystarczało temu, kto potrzebował tylko nieskończonej przestrzeni Boga i samotnej izdebki, aby modlić się „za sprawę Kościoła” i „o pokój w Hiszpanii”.

Dostosowałem się jak najlepiej mogłem do wymagań mojej profesji zakonnej” (VS 18).

Sytuacja w kraju nadal była poważna. Zakazano wyświęcania nowych księży. Biskupów szpiegowano, także w czasie absencji z diecezji. W tych okolicznościach, prowincjał o. Józef od Świętej Konkordii (de Santa Concordia) polecił bratu Franciszkowi od Jezusa, Maryi i Józefa przyjąć święcenia kapłańskie. Ceremonia musiała odbyć się w Barbastro (Huesca), ponieważ w Leridzie – siedzibie diecezji - nie było to już możliwe.

W zupełnej tajemnicy, w prywatnej kaplicy księdza biskupa Giacomo Fort y Puig, brat Franciszek przeistoczył się w ojca Franciszka. Było to 2 kwietnia 1836 roku, w dzień jego patrona, św. Franciszka a Paulo. Wyznał później, że przez Ducha Świętego został przemieniony w innego człowieka. Stał się „sługą – kapłanem Najwyższego”. Nie rezygnując z czasu spędzonego na modlitwie i dotychczasowego życia w grocie – zwanej dzisiaj grotą ojca Palau – oddal się do dyspozycji proboszcza i rozpoczął głosić Słowo Boże.

Ludzie przychodzili do niego jak do wyroczni, jak do świętego. W rodzinnej Aitonie do tradycji przeszło powiedzenie, że „po Janie Chrzcicielu, ojciec Palau jest najświętszy”. Nie jest to porównanie przypadkowe. Pustelnia znajdująca się naprzeciw groty ojca Palau poświęcona jest św. Janowi Chrzcicielowi.

Ojciec Franciszek przywrócił jej dawny blask. Zaczął sprawować w niej kult, prowadził procesje i pielgrzymki, organizował czuwania modlitewne. W miejscowości zaczęła się odradzać gorliwość religijna. Młodzi ludzie pragnęli naśladować styl życia ojca Franciszka.

Przełożeni kościelni mianowali ojca Palau misjonarzem apostolskim. Popierali i wspierali duchowy ruch, który narodził się jako owoc misji ludowych, powołanych za zachętą papieża Grzegorza XVI, aby wyprosić pokój dla Hiszpanii. Niekończące się kolejki penitentów ustawiały się do spowiedzi u misjonarza z Groty. Postawa karmelity oraz jego popularność nie spodobały się urzędnikom z rządu regentki Krystyny.

Ojciec Palau stał się podejrzanym. Uznano go za wywrotowego zwolennika Karola. Śledzono każde jego poczynanie. Wreszcie uznano, że najlepiej będzie się go pozbyć z Leridy. Najpierw zarzucono mu, że we wczesnych godzinach organizuje wywrotowe manifestacje. Wreszcie wyznaczono nagrodę pieniężną za jego usunięcie.

Pewnej nocy, u wrót groty pojawiły się trzy, nikomu nieznane postacie. Początkowo nie zdziwiło to misjonarza. Jak Nikodem do Jezusa, tak samo i do niego przychodzili nocą potrzebujący. Ze spokojem odmawiał modlitwę i czekał na słowa gościa. Gdy zrozumiał, po co przyszli, spojrzał i zapytał: Bracie, czy przyszedłeś mnie zabić?”.  Po chwili milczenia, przemówił ze spokojem: „Podejdź bracie, minęło już wiele lat od twojej ostatniej spowiedzi. Powtarzaj za mną: Spowiadam się...” Czas mijał niezauważalnie. „Nie zapomnij, wieczność jest blisko [...] Teraz idź i zawołaj swoich kolegów”.

Zwolennicy Karola ostatecznie przegrali wojnę. Rozpoczął się exodus do Francji. Droga prowadziła przez Katalonię i Kraj Basków. Na wieloletnie wygnanie wyruszył ojciec Franciszek. Towarzyszył mu brat Jan oraz nieduża grupa kapłanów i studentów. Wśród nich znajdował się młodzieniec Józef Escola, późniejszy fundator Maryjnej Akademii Bibliograficznej. Swoją miłość do Maryi rozwijał i kształtował wpatrzony w swego mistrza. Ojciec Palau nie czynił niczego bez Maryi, swojej matki, Królowej, Siostry i zręcznej Ogrodniczki.

Prawie jedenaście lat (od lipca 1840 roku do 1851 roku) ojciec Palau spędził na emigracji. Przebywał we Francji, w diecezjach Perpignan i Montauban. Nigdy nie korzystał z pomocy, jaką rząd francuski zaoferował uciekinierom politycznym. Pragnął pozostać niezależnym. Chciał, aby taka postawa była znakiem prawdy i wolności: uciekał ze swojego kraju z powodów religijnych a nie politycznych. Żył wiarą.  Znów znalazł sobie grotę na mieszkanie. Pracą rąk własnych zarabiał na utrzymanie swoje i swoich towarzyszy. Była to jego walka o sprawę Kościoła.