Założyciel‎ > ‎Biografia‎ > ‎

2. Poszukiwanie szczęścia

Niewiele wiemy o latach dojrzewania Franciszka. Uczęszczał do seminarium jako student zewnętrzny, najlepsze wyniki osiągał w nauce języka łacińskiego. Słowa, zapisane wiele lat później, świadczą o niezwykłym przeżyciu, istotnym dla jego poszukiwania szczęścia: W moim sercu czułem nieogarnioną pustkę [...]. Skierowałem się ku temu, co zmysły ukazywały mi jako dobre, piękne, pociągające; lecz przylgnąwszy do tych dóbr, serce odczuwało całą ich niewystarczalność, i tylko wzrastało pragnienie i żar ognia miłości. Moja młodość przeminęła jak cień” (MR 495). 

Około siedemnastego roku życia Franciszek podjął decyzję o pozostaniu w seminarium jako alumn w internacie. Nie chcąc być dla nikogo ciężarem, poprosił o stypendium dla ubogich studentów. Wyśmienicie zdał egzaminy przewidziane dla seminarzystów porcjonistów.

Był rok 1828. Franciszek zaczął myśleć o powołaniu kapłańskim. Szukał jednak nadal drogi, która doprowadziłaby go do „obiektu” mogącego nasycić zdolność miłowania, którą Bóg złożył w jego sercu.

Uważał, że tylko w Bogu może odnaleźć piękno zdolne w pełni go zaspokoić: Miłość nie może przebywać w człowieku leniwym [...]. Miłość nie mogła zadowolić się przyjaciółką" (MR 383). „Ja, aczkolwiek po omacku, szukałem Ciebie, przekonany, że tylko nieskończone piękno mogło zaspokoić i wypełnić żarliwość serca” (MR 496).

Bardzo poważnie traktował obowiązki życia seminaryjnego: studium, program dnia, praktyki pobożne. Szukał dodatkowych momentów na modlitwę i narzucał sobie inne praktyki pokutne. Pragnął zostać świętym. Przeczuwał, że wewnętrzne piękno oraz świętość stanowią nierozerwalną całość. W seminarium, od czasu do czasu odwiedzała go jego siostra Róża. Dzięki jej relacjom znamy niektóre szczegóły z życia seminarzysty. Dużo się modlił, chętnie oddawał się praktykom pokutnym. Do materaca w swoim łóżku wkładał suche gałęzie, aby modlitwie towarzyszyło umartwienie. Róża opowiedziała o tym panu Costa, rektorowi seminarium. Od tamtej pory, kobietom zabroniono wstępu do pokojów alumnów seminarium, choćby były ich rodziną. 

Niestrudzony poszukiwacz prawdy i nieskończonego piękna z zapałem zgłębiał tajemnicę Boga, Bytu absolutnego i odrębnego od stworzeń. Znalazł upodobanie w filozofii. Zaliczył obowiązkowe trzy lata studiów i rozpoczął naukę teologii. Wzbudzały w nim entuzjazm przekonywujące argumenty św. Tomasza z Akwinu. Utożsamiał się z badawczym i mistycznym duchem św. Augustyna. Pociągała go silnie postać proroka Eliasza i jego gorliwość o Bożą chwałę. Mimo tego, nie był w stanie rozeznać jasno swojego powołania.

„Kariera kościelna” niewiele mu mówiła i nie dawała poczucia spełnienia. Podjęcia właściwej decyzji nie ułatwiała skomplikowana sytuacja polityczna w kraju ani świadectwo niejasne niektórych kapłanów, włączając profesorów seminarium w Lerida, zaangażowanych w spory liberałów i konserwatystów. Franciszek żywił poważne wątpliwości co do kapłaństwa: Wydawało mi się, że nie czułem tego powołania” (VS 17).

Młodego seminarzystę z Aitony pociągała osoba i duchowość ojca Józefa od Świętej Konkordii, karmelity bosego, który mieszkał w Lerida i pracował jako profesor i egzaminator w seminarium. To właśnie jemu, co piętnaście dni zwierzał się ze swoich niepokojów i rozterek.. Zgodnie z regulaminem, seminarzyści mogli korzystali z posługi spowiedników w którymś z klasztorów. Ojciec Józef był człowiekiem surowym i z duchem odnowicielskim, zajęty restauracją Karmelu Bosego w Lerida, uwikłanego w politykę. Był rozmiłowany w modlitwie, zapewne opowiadał Franciszkowi o proroku Eliaszu, jego powołaniu prorockim, o eklezjalnym duchu św. Teresy od Jezusa. I oczy seminarzysty Palau przejrzały, i serce podążyło ku nowym drogom do szczęścia.

W ostatnim dniu nowenny do św. proroka Eliasza, którą odprawił, poczuł, jak ten okrywa go swoim płaszczem. Zrozumiał, że św. Teresa od Jezusa wzywa go do swojego Karmelu: Rozważając pewne okoliczności związane z moim powołaniem do Zakonu św. Teresy, wierzę, że to ona powołała mnie do swojego Zakonu” (List 93).

Latem 1832 roku Franciszek Palau zrezygnował ze stypendium. Był wówczas studentem teologii i otrzymał tonsurę, znak zewnętrzy przynależności do stanu duchownego. Poinformował swojego rektora o decyzji wstąpienia do Karmelu. Nalegano na niego, aby pozostał. Także rodzice nie byli zadowoleni z jego wstąpienia do zakonu. Nie zrozumieli jego decyzji. W maju 1832 roku, podczas Kapituły Prowincjalnej, ojca Józefa wybrano na prowincjała.

Franciszek podążył za swoim przewodnikiem duchowym. Jego pobudki rodziły się wewnątrz; nie miało dla niego znaczenia niezrozumienie ze strony najbliższych. Dotychczas szukał na ziemi, lecz potrzeba szukać w niebie: widząc, że całe piękno materialne nie było tym, czego poszukiwałem, [...] postanowiłem je zostawić. I odszedłem do klasztoru, myśląc, że może tam Cię znajdę” (MR 495).

Nowicjat rozpoczął w Barcelonie 23 października 1832 roku. Przyjmując habit karmelitański, i imię Franciszka od Jezusa, Maryi i Józefa. Poczucie wspólnoty rodzinnej było w nim mocno zakorzenione, przekazał je także swoim naśladowcom. Zakonne imię nie było przypadkowe, wyrażało jego pragnienie bliskości Świętej Rodziny z Nazaretu: Jezusa, Maryi i Józefa.