Teresa Mira, świadek Chrystusa

Cechą charakterystyczną siostry Teresy jest przede wszystkim jej niezwykła prostota. Przebija z całego jej życia i z jej listów, większości z których nie pisze nawet ona sama lecz dyktuje. Z życia Teresy promieniuje zwyczajność, powszedniość. Nie ma w nim dążenia do zrobienia kariery, nie pełni jakiś specjalnych obowiązków. Zanim zostaje zakonnicą, opiekuje się swoim rodzeństwem i innymi dziećmi, pomaga matce i jest służącą w innych domach. Potem, jako Karmelitanka Misjonarka Terezjanka, przejawia też szczególną miłość do dzieci, opiekuje się nimi, służy, pracuje w kuchni, stoi w kolejkach po żywność, dba o porządek w domu, choruje, pracuje przy furcie, i znowu choruje… Wszystko jest takie proste i zwykłe, czynione z pokorą i ubogacone czystą intencją, miłością, uśmiechem, zrozumieniem.

Cierpiała wiele, to prawda, ale i to znosiła tak, że wydawało się niezwykle proste, bez okazywania bohaterstwa.

Teresa uczy nas żyć bardzo blisko Boga, chodzić w Jego obecności, liczyć tylko na Niego, ufać tylko Jemu. Uczy nas służby innym w całkowitym zapomnieniu o sobie samych: oddania się innym bez względu na ich pozycję społeczną czy poglądy. Ona zawsze, gdy tylko mogła, czyniła dobrze wszystkim, bez rozróżniania koloru skóry czy partii do której należą. Nigdy się nie gniewała, zawsze przebaczała.

Kościół Święty potrzebuje takich właśnie dusz, potrzebuje czystości, pojednania, prostoty, miłości chrześcijańskiej, która przewyższa wszelką mądrość, wszystko znosi, wszystko przemienia.

 


 

Siostra Teresa Mira García od Praskiego Dzieciątka Jezus, karmelitanka misjonarka terezjanka, urodziła się 26 września 1895r. w Algueña, niewielkiej wiosce w powiecie Alicante. W drugim dniu po urodzeniu została ochrzczona w parafialnym kościele św. Józefa w swojej rodzinnej wiosce.

W domu rodzinnym Teresy, jakkolwiek uposażonym bardzo ubogo, kwitło życie chrześcijańskie. Rodzice posiadali skrawek ziemi. Doczekali się licznego potomstwa, Teresa miała ośmioro młodszego rodzeństwa.

W swoim domu Teresa nauczyła się katechizmu i podczas Misji świętych głoszonych w parafii, licząc już 11 lat, przyjęła wraz ze swoim bratem Józefem Pierwszą Komunię świętą. Począwszy od tego dnia, Teresa zaczęła lubować się w modlitwie, odmawiać różaniec święty i podobnie jak jej chlebodawczyni (ze względów ekonomicznych wcześnie musiała iść na służbę do pani Marii Cerda) uczestniczyć codziennie we mszy św. Ci, którzy ją znali, opowiadają, że od czasu do czasu, w wolnych chwilach, brała jakiś święty obrazek i ukrywała się w stodole, aby się samotnie modlić. Tam właśnie zrodziła się w niej pierwsza myśl poświęcenia się Bogu. Kilka lat spędzonych w domu pani „Marietty” – jak ją powszechnie nazywano – były okresem spokoju i modlitwy.

Kiedy Teresa liczyła sobie 13 lat, jej rodzina zdecydowała się przeprowadzić i matka zechciała wziąć z sobą swoją najstarszą córkę. Opuszczenie domu pani Marietty nie było dla Teresy czymś łatwym. W Horna la Baja – tak nazywała się wioska, do której przenieśli się rodzice – Teresie przypadło zajmowanie się domem i opieka nad młodszym ułomnym braciszkiem. Niestety, przeprowadzka nie zmieniła na lepsze sytuacji rodzinnej. Teresie przypadło więc w udziale opuścić jeszcze raz rodzinny dom i przenieść się do Alcaná. Przypadło jej opiekować się dziećmi i sparaliżowanym staruszkiem w domu bogatych, ale skłóconych ze sobą ludzi, których zapragnęła pojednać.

W Alcaná Teresa poznaje sympatycznego chłopca, który ma na imię Wincenty. Spotykają się razem przez kilka niedzieli. Teresa dowiaduje się jednak, że jest on skłócony ze swymi rodzicami, zatem pragnie go z nimi pojedna. Udaje jej się to i wszyscy zostają przyjaciółmi: Wincenty z rodzicami i z Teresą, która nie myśli o małżeństwie, lecz o życiu zakonnym.

Od przeprowadzki z Algueña mijają już 3 lata. Konieczność zmusza jednak do nowych przenosin. Teresa liczy już 17 lat. Wszyscy przeprowadzają się do Noweldy. W Horna la Baja zmarł jeden z braciszków i przyszła na świat siostrzyczka Carmen; ona pozostanie w przyszłości z rodzicami, gdy Teresa i jej siostra Magdalena opuszczą rodzinę i wstąpią do klasztoru karmelitanek.

W Noweldzie Teresa podejmuje pracę jako służąca w domu dwóch starszych pań, sióstr Alted. Obie panie są pobożne, w domu posiadają własne oratorium i każdego dnia odmawiają różaniec. Teresa uczestniczy codziennie we Mszy św. odprawianej o 5 rano. W kościele św. Piotra poznaje ks. Józefa Alojzego Abad, który zostaje jej spowiednikiem. Ponadto, Teresa modli się z modlitewnika karmelitańskiego, który prawdopodobnie otrzymała w szkole dla dziewcząt prowadzonej przez siostry w Noweldzie.

Praca, którą wykonuje Teresa, polega na utrzymaniu domu w czystości, robieniu zakupów i przygotowaniu posiłków. Pracy przybywa w okresie letnim, gdy do stołu pań Alted zapraszani są liczni goście. Prawdopodobnie z nadmiaru pracy i z wyczerpania, Teresa popada w chorobę. Gdy dowiaduje się o tym jej matka, zabiera ją do domu rodzinnego i nie pozwala więcej wrócić na służbę do pań Alted.

W 17 roku życia, dnia 19 listopada 1912, Teresa przyjmuje w kościele św. Piotra sakrament bierzmowania. W tym okresie w duszy Teresy zapala się szczególne nabożeństwo do Praskiego Dzieciątka Jezus, które będzie żywotne przez całe jej życie. Dla niej nie jest to bowiem nabożeństwo zbyt wybujałe czy powierzchowne, ale związane z Tajemnicą Wcielenia Chrystusa. Uczy ją ono pokory i prostoty serca. Dzieciątku Jezus powierza decyzję odnośnie realizacji swojego powołania zakonnego. Potem będzie się nazywać Teresą od Praskiego Dzieciątka Jezus.

Zwykła modlić się do Dzieciątka Jezus następującymi słowami: „Mogą Cię zanudzać moje modlitwy, ale ja się nie znudzę odprawianiem nowenn, dopóki nie usuniesz przeszkód uniemożliwiających mi szybkie zrealizowanie powołania zakonnego, wstąpienia do Karmelu”. Poznała ona Karmel poprzez siostry karmelitanki prowadzące szkołę i internat dla dziewcząt w Noweldzie. W każdą niedzielę znajdowała chwilę czasu, aby nawiedzić kaplicę sióstr i pomodlić się do Matki Bożej Szkaplerznej. Potem, gdy tylko było to możliwe, podejmowała rozmowy z zakonnicami o sprawach duchowych.

Matka Teresy była przeciwna jej powołaniu. Potrzebowała bowiem swej najstarszej córki do pomocy w wychowaniu i utrzymaniu młodszego, licznego rodzeństwa. Postanawia zatem porozmawiać poważnie na ten temat z Teresą. Teresa nie ukrywa zamiaru wstąpienia do zakonu, ale uspokaja matkę słowami: „Mamo, bądź spokojna. Nigdy nie uczynię tego bez Twej zgody. I do kiedy Pan nie zarządzi inaczej, będę pomagać Ci we wszystkim i oddawać to, co zarobię. Ale skoro pewnego dnia Pan mnie wezwie definitywnie, to i wy będziecie potrafili oderwać się od swej córki ku Jego chwale”.

Teresa czuje się szczególnie przywiązana do swojej siostry Magdaleny, młodszej od niej o pięć lat. Prowadzi ja ze sobą do kościoła, modli się wespół z nią. Teresa coraz bardziej potrzebuje modlitwy, przedłuża odwiedziny Najświętszego Sakramentu, mnoży modlitwy do Matki Bożej i do Dzieciątka Jezus. Niekiedy Magdalena znajduje ją ukrytą samotnie w ciemnej izbie:

- Co robisz sama w ciemności?

- Rozmyślam o sprawach Bożych.

- Naucz mnie rozmyślania, bo wydaje mi się ono bardzo trudne.

- Nie żartuj – odpowiada Teresa. – Ukryj się w jakimś miejscu samotnym i stań w obecności Bożej, aż do momentu, gdy nic ze spraw tego świata nie będzie mogło rozproszyć twej uwagi. Mów do Pana to, co czujesz i proś Go o to, czego Ci potrzeba.

Z modlitwą Teresa łączy ofiarę. Wielokrotnie śpi wprost na ziemi, aby odstąpić innym swoje łóżko. I czyni to z wielką prostotą, bez zwracania na siebie uwagi. Aby móc zostać zakonnicą, postanawia nauczyć się pisać. Pomagają jej w tym siostry zakonne z pobliskiej szkoły oraz siostrzeniec pań Alted, Alojzy, z którym odrabia lekcje. Ma on zaledwie 12 lat, ale dobrze pełni rolę nauczyciela wobec 19-letniej Teresy.

Decyzja wstąpienia do klasztoru dojrzewa u niej coraz bardziej. W końcu prosi rodziców o pozwolenie na pójście do zakonu i po otrzymaniu go wstępuje do karmelitanek misjonarek terezjanek.

Nowicjat znajduje się w Tarragonie. Teresa zaczyna życie zakonne posiadając wiele zalet: ciche, łagodne i słodkie usposobienie i wielki wewnętrzny spokój. Współpracując z łaską Bożą będzie ona ciągle wzrastać w zażyłości z Panem. Jest zawsze pracowita, ofiarna, nastawiona altruistycznie. Żywi szczególne nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu, Bożego Dziecięctwa i Matki Najświętszej. Jest bardzo radosna, otwarta na innych, nigdy nie traci dobrego humoru. Wszyscy, którzy ja wtedy poznali, wspominają jej specyficzny uśmiech i dobroć serca.

Po sześciu miesiącach Teresa przyjmuje habit zakonny jako Siostra Teresa od Praskiego Dzieciątka Jezus. W rok od obłóczyn składa swoje śluby zakonne. Teresa ofiarowuje się Bogu jako hostia ekspiacyjna w intencji swego ojca. W rzeczywistości przed śmiercią zobaczy w nim człowieka zupełnie odmienionego, nawróconego. Jej ofiara została przez Pana przyjęta i wysłuchana.

Nikt z rodziny Teresy nie mógł przyjechać na jej śluby, a Pan zażądał od swej oblubienicy jeszcze jednej ofiary i poświęcenia. Mianowicie, skoro siostra przełożona zauważyła, że Teresa nie ma gości, posłała ją by czuwała w nocy u wezgłowia pewnej kobiety chorej na tyfus. Teresa czyni to ochoczo i ofiaruje Panu swoje zmęczenie. Chora, po wyzdrowieniu nie zapomni o Teresie i będzie opowiadać jak czuwała ona przy niej i mówił jej słodko o Bogu.

Opieka nad chorymi była teraz stałym zajęciem naszej siostry, aż do dnia, w którym sama zachorowała. Wiosną 1917 roku, wchodząc po schodach na taras, na którym przebywała wspólnota, poczuła silny ból w boku. Było to ostre zapalenie płuc. Przez pewien okres musiała więc pozostać w łóżku. Gdy wróciła do zdrowia i zaczęła spacery z jedną z sióstr, przyszło nagłe pogorszenie jej stanu zdrowia. Na pewien okres zostaje przewieziona do Borjas del Campo, aby słońce i czyste powietrze pomogły jej wrócić do zdrowia. Lekarz przypisuje ponadto zastrzyki, każdy z nich sprawia chorej wiele cierpienia, ale nigdy nie słychać od niej słowa skargi.

We wrześniu 1918 siostra Teresa zostaje przeniesiona do Alcalá de Chivert, gdzie zgromadzenie posiada żłóbek i szkołę. Matka generalna poleca siostrom dbać o zdrowie Teresy. Przełożona miejscowa naznacza jej zatem pracę pośród dzieci w żłóbku, ale pod warunkiem, że nie przyjmie ich ona zbyt dużo. I tu powstaje wielki problem. Teresa nie potrafi bowiem powiedzieć nie matkom proszącym o umieszczenie w żłóbku ich dzieci, i zapisuje ich 70.

Po dwóch miesiącach Teresa otrzymuje wiadomość o ciężkiej chorobie swego ojca. Teresa udaje się do niego, a owoce tej wizyty są obfite. Chory ojciec, rozpoznawszy swą najstarszą córkę, przyrzeka poprawę. Teresa prosi ojca, aby skierował swe pierwsze kroki do kościoła i podziękował Panu Bogu za otrzymane zdrowie, przystępując do spowiedzi i komunii św., zaczynając tym sposobem nowe życie. Ojciec przyrzeka to uczynić i więcej, pozwala drugiej córce, Magdalenie, na wstąpienie do zakonu. Po kilku dniach rzeczywiście przystąpił do sakramentów.

Siostra Teresa wraca zaś do Alcalá de Chivert, gdzie będzie przebywać przez sześć lat, opiekując się dziećmi w żłobku. Sala, w której spędza z nimi większość czasu, przylega do kaplicy. Często otwiera drzwi i mówi Panu: „Zobacz, jestem tutaj”. Kaplica jest miejscem jej ucieczki zarówno w chwilach radosnych jak i smutnych. Tam można ją często spotkać po godzinach pracy. Często pomaga zakrystiance wykonując hafty do puryfikaterzy. W tej samej kaplicy 14 października 1921 roku składa wieczyste śluby zakonne.

Podsumowując życie duchowe siostry Teresa w Alcalá de Chivert, można powiedzieć, że jej wielką cnotą było całkowite oddanie się na służbę innym: dzieciom, współsiostrom, ludziom, z którymi obcowała na co dzień. I czyniła to z wielką prostotą i spontanicznością. Nikt nigdy i na nikogo nie słyszał z jej ust słowo skargi. Przykład siostry Teresy od Dzieciątka Jezus, którą uważała za swoja prawdziwą siostrę, bardzo jej w tym pomagał.

Nieoczekiwanie, siostra Teresa zostaje przeniesiona de szkoły w San Jorge. Będą to dla niej lata oczyszczenia w tyglu cierpienia, oddania się bez reszty Bogu i posłuszeństwie przełożonym. Po sześciu latach pracy poważnie zachorowała. Jeden z lekarzy wydał diagnozę o gruźlicy. Polecił dobre odżywianie się, odpoczynek i izolację, aby nikogo nie zarazić. W dążeniu do zupełnego wyzbycia się wszystkich rzeczy pali ona nawet swoje najdroższe pamiątki.

We wspólnocie ostaje zmieniona przełożona, która widząc w chorobie siostry Teresy kilka niejasności, uważa, że to tylko jakaś mania. Nakazuje zatem chorej podjąć normalne prace. Na czym polegała w rzeczywistości choroba Teresy? Pewien specjalista stwierdził u niej wylew w żołądku. Przewieziona do Barcelony, została poddana leczeniu w klinice prywatnej, gdzie stan jej zdrowia znacznie się polepszył.

W 1936 roku wybuchła w Hiszpanii wojna domowa. Zmuszone przez niezliczone grożby, siostry musiały opuścić San Jorge. Siostra Teresa, mimo napiętej sytuacji, pozostaje wcieleniem spokoju i dodaje wszystkim otuchy. Nie lęka się bowiem męczeństwa. W czasie powszechnej manifestacji matek i ich dzieci, protestujących wobec komunistów za zamknięcie żłobka, siostra Teresa żegna się ze swym ukochanym San Jorge i w towarzystwie swej siostry Magdaleny udaje się w kierunku Noweldy, aby szukać schronienia pośród swoich w rodzinie.

Podróżują oczywiście bez habitów zakonnych, aby nie być rozpoznanymi przez komunistów. Pierwsze dni spędzają w Salinetas, z rodzicami. Później Teresę zabiera do Noweldy pani Lola Mazares, siostrzenica pań Alted. W jej mieszkaniu Teresa spędzi całą wojnę. Przekształci się ono w kaplicę, w której codziennie odmawia się różaniec święty, w maju śpiewa się majówki, zbierają się na modlitwie zakonnice ukryte przed komunistami w swych rodzinnych domach w całej okolicy. W wielkiej tajemnicy przechowuje się to Najświętszy Sakrament. Mieszkanie przypomina sytuacje Kościoła pierwotnego, ukrytego w katakumbach i prywatnych domostwach, zwłaszcza dla sprawowania eucharystii.

Teresa, gdy uczestniczyła we Mszy św., była odpowiedzialna za przenoszenie konsekrowanych hostii. Przechowywano je w futerale od zabawek. Przy tym niezwykłym „tabernakulum” paliło się dniem i nocą małe światełko. Tam zakonnice przyjmowały codziennie Pana Jezusa. Tylko dzięki tej Obecności mogła Teresa znosić wszystkie upokorzenia i przykrości.

Siostra Teresa sypia w niewielkim pokoiku na piętrze, dalekim od wszelkich wygód. Z trudem może sypiać spokojnie, chory żołądek nie pozwala jej na to. Jest blada i wychudzona, powinna mieć specjalną dietę, ale nie śmie o to prosić pani Loli. Nie skarży się na swoje cierpienia. A gdy nie może spać, oddaje się modlitwie. Jednej przyjaciółce wyzna, że czasem modli się podczas nocy nawet przez 5 godzin.

Po skończonej wojnie, w domu pani Loli zmienia się wiele rzeczy. Obydwie zakonnice opuszczają jego progi, Magdalena jest przeniesiona do domu w Elche, Teresa natomiast zostaje w szkole w Noweldzie. Pomimo wyczerpania, szybko zabiera się do uporządkowania budynku, w czasie wojny urządzono w nim bowiem dom starców. Przez kilka miesięcy Teresa chodzi jeszcze bez habitu. Wszyscy ją znają i szanują. Wreszcie ubiera habit przysłany jej z San Jorge, bliskie osoby przechowały jej go przez całą wojnę.

W szkole pracuje na portierni. Tam ustawicznie odwiedzają ją ludzie prosząc o radę w swych kłopotach. Ona otwiera wszystkim swoje serce. Sama też odwiedza osoby potrzebujące.

Z końcem maja 1940 roku, stan zdrowia siostry Teresy znacznie się pogarsza. Wymiotuje krwią. Otrzymuje wiatyk. Musi leżeć w łóżku, ale w dużej, pełnej słońca Sali z balkonem, obok schodów prowadzących do kaplicy zakonnej.

Jej siostra Magdalena, nie mogąc przybyć z Tarragony, pragnie otrzymać od Teresy przynajmniej list. Pisze więc do niej z prośba o kilka słów. Chora bierze zatem kilka karteczek, które napisała już wcześniej, zszywa je białą nitką, dopisuje jakieś słowo i wysyła Magdalenie. Jest to niejako duchowy testament Siostry Teresy:

„Moja droga siostro, bardzo mi się podoba wszystko to, co mi piszesz w twoim liście. Bądźmy zawsze zjednoczone u stóp Jezusa i nie lękajmy się niczego. On sam będzie troszczył się o nas. O mnie zaś nie martw się wcale. Dobry Jezus osładza bowiem moje cierpienie. Jakąż widzi mnie On maleńką. Bądź i ty tak maleńką i o resztę się nie bój. Kiedy umrę, nie chcę abyś płakała. Pamiętaj, że z nieba będę cię kochać jeszcze bardziej i że niedługo będziemy tam razem, na zawsze. Nie zapominaj, że to co światowe, nie zasługuje nawet na jedno spojrzenie, a co dopiero żeby się o to trapić.

Wystarczy tyle, bo nie mogę kontynuować. Odnośnie mojego zdrowia muszę ci napisać, że nie polepszy się już ono. Każdego dnia Jezus daje mi nowe cierpienia. Niech będzie za to błogosławiony. Nie wiem, kiedy nadejdzie ostatnia chwila. Niech będzie błogosławiona, na zawsze, na zawsze.

Twoja siostra, która cię nie zapomina, oddana w Najsłodszych Sercach Jezusa i Maryi." S.T.

List napisany jest ołówkiem. Przebija z niego dojrzałość i autentycznie znoszone cierpienie. Dlatego brak w nim pustych słów. Jawi się w nim siostra Teresa w całej swej prawdzie.

Nadchodzi listopad. Wymioty nie tylko nie ustępują, ale powiększają się. Lekarz Henryk Sala, który ja leczy, stwierdza, że jej płuca są całkowicie zajęte przez chorobę. Podziwia on spokój chorej. Nie lęka się dać jej do rąk swojej córeczki, jeszcze niemowlęcia, której przyjście na świat zawdzięcza modlitwie Teresy.

Choroba postępuje naprzód. Po pewnym kryzysie, w czasie którego jest prawie nieprzytomna, komentuje: „Jakże innym jawi się życie w tych chwilach. Przychodzi chęć cierpienia i im jest ono większe, tym lepiej. Zrozumiałam, że właśnie to ma największą wartość: cierpieć dla Pana”.

Ostatnie trzy dni jej życia to prawdziwe męczeństwo. Trzy dni podobne do trzech ostatnich godzin Jezusa. Gaśnie powoli, dzień po dniu, godzinę po godzinie. I tak nadchodzi karnawałowy wieczór, wtorek 25 lutego. Siostra Teresa dobija do ostatniej przystani. O godzinie 23 uspokaja się nieco. Przezwyciężyła burzę. Wydaje się, że przygotowuje się na przyjęcie światła wieczystej jutrzenki. Przedłuża swa modlitwę do godziny 1 w nocy. Umiera spokojnie jak anioł.

Jej pogrzeb to pochód triumfalny. Moc fiołków na trumnie, niezliczone oznaki czci, wdzięczności i miłości. Grób jej wydaje woń jaśminu, jej ulubionego kwiatu, którego bukiety ofiarowywała innym na znak przyjaźni.

Wkrótce po śmierci siostry Teresy, podobnie jak po śmierci św. Teresy od Dzieciątka Jezus, wiele osób zaczęło otrzymywać łaski za jej pośrednictwem. Ludzie zaczęli ją powszechnie uznawać za świętą. Nawiedzają jej grób i klękają przed nim dzieci, młodzież, pary małżeńskie pragnące mieć potomstwo, starcy i chorzy. Wszyscy proszą o łaski lub dziękują za nie. Czymś normalnym stały się pielgrzymki z San Jorge y Alcala, organizowane przez ludzi znających Siostrę Teresę przed wojną hiszpańską (1936-1939). Zachowują oni po niej niezatarte wspomnienia oraz pamiątki, których nie chcą w żaden sposób stracić. Osoby te z własnej inicjatywy uzyskały u władz miejskich San Jorge pozwolenie na nazwanie jednej z ulic imieniem Siostry Teresy Mira, cmt.

W maju 1982 roku przeniesiono z cmentarza w Noweldzie do kaplicy szkoły Sióstr Karmelitanek doczesne szczątki siostry Teresy. Nowy grobowiec nawiedzany jest przez wiele osób. Nie brak nigdy kwiatów i zawsze pali się światło.

W 1950 roku rozpoczęto na terenie diecezji proces kanonizacyjny siostry Teresy, zgromadzono jej pisma i świadectwa innych osób.

Dnia 23 stycznia 1984 roku biskup Pablo Barrachina wydał dekret wprowadzenia sprawy i ustanowił trybunał procesowy. W dniu 15 października 1985 roku, w parafii św. Piotra Apostoła w Noweldzie, otwarto uroczyście proces kanonizacyjny Sługi Bożej Siostry Teresy Mira Garcia. Był to w historii miasta dzień jedyny. Przybyły tłumy wiernych i kapłani z całej okolicy: prawdziwa manifestacja wiary i przywiązania do siostry Teresy. Po zakończeniu prac wymaganych przez normy Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych, w dniu 16 maja 1987 roku, dokonano zamknięcia procesu diecezjalnego w Noweldzie. Zebraną dokumentację, w podwójnej kopii, przekazano do Kongregacji do Spraw Świętych w Rzymie 10 czerwca tego samego roku.

Żywimy nadzieję, że szybko nadejdzie chwila, w której Kościół wyniesie siostrę Teresę do chwały ołtarzy, i że jej wstawiennictwo będzie nadal „czynić dobrze wszystkim”.